Muzyka

5.11.2016

Rozdział 21



Isabela... wciąż to imię obijało się echem w mojej głowie. Przecież dziewczynę o tym imieniu znałem w dzieciństwie i to ona była moją przyjaciółką. Ale czy naprawdę los by chciał, abym odzyskał kolejny świat? Zresztą, może to nie jest ona. Mimo tych łudząco podobnych oczu, takiego samego, pięknego uśmiechu... nie... to nie może być ona. To na pewno nie ona... A może? Wziąwszy ostatni łyk wody, odstawiłem szklankę do zlewu i zająłem miejsce w salonie, gdzieś po środku obu światów. Jej i jego...

On kolejny raz skupiał się na uprzykrzaniu życia niewinnej istocie pochodzącej z Wenus. Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego to robi, ale właśnie to sprawiało mu w tej chwili przyjemność. Mimo tego czuł coś, czego nazwać nie potrafił. A ona? Ta dziewczyna dzielnie walczyła z chłopakiem, pomimo bólu jaki jej sprawiał. Ale jednak wszystko ma swoje granice, prawda? Ona też ją posiadała. Z zewnątrz twarda, ale wewnątrz niej skrywała się pewna tajemnica, która nigdy nie ujrzała światła dziennego. To sprawiało, że ta granica była bardzo krucha. Stała nad pewną przepaścią. Czuła, że niedługo może w nią spaść, a to za sprawą jednej osoby, a raczej słów wypowiedzianych z jej ust. Każde z nich, które opuściło wargi chłopaka, było sztyletem wymierzonym prosto w jej delikatne serce.



***

Czy ja mówiłem coś o dwóch różnych światach? Racja, to były zdecydowanie dwa najróżniejsze światy jakie mogły istnieć na naszej planecie. Przed chwilą widziałem chłopaka, który najchętniej wyszedłby z pokoju, byleby być jak najdalej od niej, ale teraz... nagle wstał i podszedł do brunetki, po czym szepnął jej coś do ucha. Oczywiście jedyną niezmienioną rzeczą był wyraz twarzy dziewczyny. Zaciśnięte z całych sił zęby i wzrok skupiony na jednym punkcie. Walczyła sama ze sobą, nie z nim. Jako że Zayn na chwilę wyszedł z salonu, ja postanowiłem się przesiąść na jego miejsce, tuż obok. Dzięki temu mogłem przysłuchać się rozmowie pary.
- Ciekawe jak bardzo musisz być brzydka, skoro żaden facet na ulicy się za tobą nie ogląda.
Odparł Liam, przybierając pozę myśliciela. Właśnie doszło do mnie, co tu się wyprawia. Tak w ogóle... czy ktoś przypadkiem dzisiaj nie mówił mi o tym, że ta dziewczyna jest ładna? Ugh... albo to ja wariuję albo ten osobnik już zapomniał, co powiedział.
- Isabela... nawet to imię jest okropne.
- Zamknij się Liam!
Odpowiedziała mu brunetka, odwracając się w kierunku chłopaka.
- Złość piękności szkodzi, tak słyszałem. Ech... szkoda, że tu już bardziej nie zaszkodzi.
Dziewczyna przez dobre parę sekund wpatrywała się w jego oczy, zaciskając przy tym zęby wraz z pięściami. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo szybko. Po chwili spojrzała w kierunku jej przyjaciela siedzącego kilkadziesiąt centymetrów od niej i spytała.
- Harry, macie jakiś sok do picia?
- Jasne, już ci przynoszę.
Odpowiedział lokaty, minimalnie się podnosząc z sofy z zamiarem wstania na równe nogi.
- Nie chcę ci przeszkadzać, sama się obsłużę.
Odparła, unosząc delikatnie kąciki ust. Na odchodne posłała Liamowi chłodne spojrzenie, po czym ruszyła do kuchni. Chłopak zajął jej miejsce, a w tym samym czasie, Zayn wrócił i usiadł koło mnie, uśmiechając się tylko, gdy zobaczył, że go podsiadłem. Przez krótką chwilę mogłem przerzucić swoją uwagę na film, który wciąż wyświetlał się na ekranie. Ale już po niespełna minucie znów skupiłem się na Liamie i jego dziwnym zachowaniu. Tym razem postanowił pójść do Isabeli, która spokojnie piła sok w kuchni. Nie odwracałem się za nim, ale wyczuliłem słuch na jego głos zupełnie jakbym włączył swego rodzaju radar.
- Za tydzień, w sobotę jest impreza. Wstęp tylko z partnerami.
Zaczął, robiąc kilkusekundową pauzę na wzięcie oddechu.
- Ups... tu masz problem, bo raczej nikt cię nie zechce. Ale spytać i tak muszę, idziesz brzydulo?
- Tak Liam, idę.
Chwilowa cisza jaka zapanowała w kuchni oznaczała jedno. Czyżby Liam właśnie został zgaszony?
- Powodzenia w czarowaniu, bo tylko to ci może pomóc.
- Idź lepiej do swojej Sophii, bo pewnie już umiera z tęsknoty za swoim pantoflem.
Na chwilę się uśmiechnąłem, słysząc odpowiedzieć Isy, jednak wciąż ich słuchałem. Chociaż?! Zaraz, zaraz... kim jest Sophia? Dlaczego Liam mi o niej nie mówił?
- Ona przynajmniej jest ładną kobietą, nie jak ty. Brzydka i do tego nudna jak cholera. Nikt cię nie zechce, nawet na jeden dzień.
- Wiesz co Liam? Pieprz się.
Nagle rozległ się dźwięk plusku wody za moimi plecami. Obejrzałem się za siebie, a wtedy ujrzałem Liama oblanego sokiem, a obok niego Isabelę, która właśnie brała nogi za pas. Podczas gdy on próbował choć trochę się osuszyć, ona czym prędzej popędziła do przedpokoju, gdzie szybko się ubrała i z trzaskiem drzwi opuściła dom. Czy moje oczy widziały na pewno to, co tu się właśnie wydarzyło? Wtedy doszło do mnie, że Isa wyszła stąd zapłakana, a więc...
- Chłopaki, idę się przejść jakby co.
Odparłem i czym prędzej ruszyłem do holu, by tam ubrać buty i kurtkę. Nie sprawdzając, czy moja wiadomość doszła do adresatów, wyszedłem z budynku w poszukiwaniu dziewczyny. Spojrzałem w prawo, potem w lewo. Bingo, jest tam! Biegiem ruszyłem za nią. Z każdą upływającą sekundą byłem coraz bliżej celu. Gdy dzieliło nas może dziesięć metrów, zacząłem krzyczeć jej imię. Jednak ona w tym momencie jeszcze bardziej przyspieszyła. Spróbowałem drugi raz, ale tym razem byłem bliżej Isabeli. Dość blisko, by w razie potrzeby chwycić ją za ramię i zastopować jej ucieczkę.
- Isa!
Wołanie nie skutkowało, dlatego musiałem zrobić to siłą. Tak jak planowałem, chwyciłem ją za prawe ramię i odwróciłem ją do siebie. Dziewczyna będąc w szoku, nawet nie spojrzała na osobę przed sobą, tylko zaczęła mnie bić w klatkę piersiową, krzycząc.
- Liam, puszczaj! Mam cię dość! Idź stąd!
Z jej zamkniętych oczu wciąż wypływały łzy, a ja po cichu wykonywałem swoją ratunkową misję. Objąłem ją i przytuliłem. Cały czas czułem jej uderzenia o mój tors, ale z każdą sekundą były słabsze, tak samo jak jej opór.
- Spokojnie, Isa.
Szepnąłem, na co dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Matt?
Odparła cichutkim głosikiem, który wskazywał na to, że była mocno zdziwiona, ale i zawstydzona. Jej poliki na chwilę się zarumieniły, a na twarzy pojawił się malutki uśmiech.
- Głupio mi teraz...
- Nic się nie stało. Pójdziemy do parku?
Spytałem, na co brunetka delikatnie kiwnęła głową, zgadzając się z moją propozycją. Park był całkiem niedaleko, dlatego już po paru minutach byliśmy na miejscu. Przez całą drogę trzymałem dziewczynę blisko siebie, czując jej potrzebę bliskości. Cóż... jakoś tak od zawsze miałem słabość do ludzi, którym było źle. Powodów mojego zachowania jest wiele, ale jeden najważniejszy. Zwyczajnie wiem, co to pustka i chcę ratować innych przed tym wyniszczającym uczuciem. Ale wracając do Isy... musiałem się w tej chwili dowiedzieć, czy jest ona moim zaginionym światem, który po powrocie do Polski gdzieś przepadł, nie dając o sobie żadnego znaku życia. Usiedliśmy na ławce, jednej spośród wielu innych, by właśnie zaraz zacząć rozmowę, której ja potrzebowałem pilnie.
- Wiem, że to może nie najlepszy moment...
Zacząłem, a widząc reakcję dziewczyny, kontynuowałem.
- ...ale muszę to wiedzieć. Chodziłaś może do podstawówki w Wolverhampton?
Brunetka...

                                
Hej, hej!
Wiem, część wychodzi późno, ale uwierzcie mi, że aby przestawić się z włoskiego trybu życia, na ten tutaj, to trochę trzeba czasu. No cóż... mam nadzieję, że warto było czekać na rozdział 
i że zobaczę jakieś komentarze pod nim. :) Next niebawem, ale nie wiem jeszcze kiedy. 
Do nexta! /Liam

29.09.2016

Rozdział 20




***

Chłodne, wrześniowe powietrze muskało moje policzki, tworząc na ich powierzchni delikatne ślady w postaci lekkich zaróżowień. Tymczasem, tak jak ustaliłem z Liamem, poszliśmy po śniadaniu do parku, oddalonego o jakieś dziesięć minut drogi od domu. Idąc rozmyślałem o wszystkim, o czym powinienem powiedzieć swojemu przyjacielowi. Miałem dużo czasu, by przemyśleć to i owo, ponieważ obecny przy mnie Liam, był tylko ciałem na ziemi, a duszą chyba gdzieś latał w niebie. Naprawdę. Stawiał krok za krokiem, wiedząc gdzie ma iść, ale nic poza tym. Nie rozmawiał, patrzył przed siebie i to tyle. Powinienem jakoś poruszyć rozmowę, to fakt, lecz w tej chwili nie czułem, żeby to było potrzebne. Porządkowaliśmy swoje myśli i to był chyba odpowiedni moment, by wykonać tą czynność. Kiedy doszliśmy do celu i zatrzymaliśmy się w połowie drogi przy barierkach, nadszedł czas, aby podzielić się z Liamem swoją historią, o której nic nie wiedział. Jednak w tej samej chwili, chłopak otworzył usta, zamierzając zapewne zabrać głos jako pierwszy.
- Mów.
Odparłem, uważając, iż jestem w stanie poczekać te parę minut.
- Al...
Wiedziałem, że zaraz odegramy standardowy teatrzyk grzeczności, więc postanowiłem temu zapobiec.
- Mów, ja się nagadałem.
Jego kąciki ust się uniosły, owszem. Lecz co z tego, skoro w oczach było widać bezradność kradnącą ich urok? Co się dzieje?
- Matty...
Westchnął, po czym nastała krótka cisza. Do uszu docierał tylko szum wiatru, który na chwilę przybrał na sile. Ale co z Liamem? Co się z nim dzieje? Różne myśli przechodziły mi przez głowę, ale żadna z nich nie wydawała się być odpowiedzią na te pytania.
- Wiesz, bo mam pewien problem...
Skupiłem całą swoją uwagę na chłopaku, który pustym wzrokiem obserwował fale na powierzchni rzeki. Jego głos był cichy i czuło się zobojętnienie szatyna. Zupełnie tak, jakby za machnięciem czarodziejskiej różdżki, w ułamku sekundy wszystko przestało go interesować i nie widział w niczym sensu. Ej... moja choroba przecież nie jest zaraźliwa, prawda? Hm... a może to nie zobojętnienie, lecz zwyczajne zamyślenie? Nie byłem do końca pewien tego, ale nieważne. Słuchałem go dalej.
- Poznałem dziewczynę. Dzisiaj zresztą przyjdzie do nas. Jest ładna i w ogóle... ale...
- Ale...?
Dopytałem, kiedy Liam przerzucił swój wzrok na mnie. Na krótką chwilę mogłem się cieszyć jego oczyma, które zaraz skupiły się na ziemi.
- Ale... sam nie wiem. Kiedy jest w pobliżu, nie potrafię się jakoś powstrzymać, by jej dogryźć. Nie umiem i już. To nie jest normalne, co do niej czuję. Ani to nie jest coś, co znam...
- Dzisiaj przyjdzie, tak?
Chłopak kiwnął głową, kierując swój wzrok ponownie w kierunku moich oczu. W jego ślepiach widać było nadzieję, ale... ja nie wiem, jak miałbym mu pomóc? Przecież nawet nie znam tej dziewczyny, nie wiem czym sobie na to zasłużyła. Poza tym, czy powinienem mieszać się w tą sprawę? Wiem, jestem przyjacielem Liama, ale przecież to dotyczy tylko jego i jej, więc to oni najlepiej wiedzą, co ich łączy, a co dzieli, czyż nie?
- Liam, tylko, że ja nie wiem, czy będę w stanie ci jakoś pomóc.
- Nie musisz. Potrzebowałem tylko się tym z tobą podzielić. Jakoś to rozgryzę... może...
Westchnął, biorąc głęboki oddech. I jakoś w tej chwili, odechciało mi się rozmawiać o mnie. Jego problem był ważniejszy niż ja. Tak to już jest, jeśli z kimś łączy nas ogromna, silna więź. Wtedy nasze „ja" zwyczajnie odchodzi na dalszy plan, a na czoło wysuwa się „ty".
- Matty... ale mam prośbę.
- Hm?
Mruknąłem w odpowiedzi. Chłopak robił to, co kilka minut temu... oglądał fale, które tego wietrznego dnia, były wyjątkowo piękne. Coraz bardziej było mi przykro, wystarczyło tylko spojrzeć na Liama, by zobaczyć dręczonego jakimiś, niezrozumiałymi dla nikogo, myślami człowieka.
- Nie mów nic chłopakom.
Przytaknąłem, czując jego strach przed staniem się pośmiewiskiem dla kogokolwiek. Mijały kolejne minuty, a my wciąż wpatrywaliśmy się w ciszy w fale tworzące się na powierzchni rzeki. Z zewnątrz panował spokój, ale w naszych wnętrzach był chaos. Liam walczył sam ze sobą, próbując dowiedzieć się, co czuje do tej nieznanej mi dziewczyny, a ja zbierałem wszystkie myśli do kupy, chcąc w odpowiednim momencie spytać się chłopaka o parę rzeczy... Jednak kiedy chciałem to zrobić, coś zaczęło wydawać dźwięki, podobne jak te...
- Halo? Cholera, zapomniałbym. Jasne, już wracamy. Matty, musimy wracać. Zaraz ona przyjdzie...
Bez słowa ruszyłem za szatynem, który szybkim tempem zmierzał do domu. Moje pytania o jego przeszłość znów musiały zaczekać na odpowiedzi. Będąc po może mniej niż dziesięciu minutach pod domem, przypomniałem sobie o jakże ważnej rzeczy. Czemu Liam nie powiedział mi, jak ona się nazywa? Przecież ją zna, to...
- Liam, idioto. Prawie byście się spóźnili.
Gdy Harry to powiedział, do drzwi ktoś zapukał. Ledwo zdążyliśmy z szatynem ściągnąć buty i kurtki, a już wyczuwało się słodki zapach kobiecych perfum pochodzący od osoby stojącej tuż za nami. Odwróciłem się, za to Liam jak gdyby nigdy nic, tylko się na sekundę obejrzał, zmierzył chłodno wzrokiem dziewczynę i zajął miejsce na kanapie w salonie. Ona również odpowiedziała mu zimnym spojrzeniem, nie okazując ani trochę sympatii w jego kierunku. Cóż... nie każdy przecież musi się lubić, prawda?
- Heeej, chodź, zaczynamy.
Odparł Harry na powitanie, przez co brunetka się uśmiechnęła, ale tylko na moment. Jej wzrok chwilowo przerzucił się w moją stronę, a kąciki ust delikatnie się uniosły, po czym zajęła się ściąganiem białych adidasów. Gdy tylko ułożyła je równo na podłodze, Harry podszedł do niej i wskazując na mą osobę, rzekł.
- To tak... Matthew, Isabela, Isabela, Matthew.
- Hej.
Przywitała się, ukazując swoje piękne, białe uzębienie. Podała mi rękę, którą po chwili uścisnąłem, uśmiechając się przyjaźnie. Jednak w tej samej chwili, coś mi przyszło do głowy i nie zamierzało tak łatwo wyjść. Co to było? Jej imię. Podczas gdy dziewczyna wraz z Harrym zajmowała miejsce w salonie, ja poszedłem się napić wody. Wyjąłem z szafki szklankę, w której kilka sekund później znalazła się bezbarwna ciecz. Wziąłem do ręki szkło i zwracając się w kierunku wielkiego ekranu w salonie, zanurzyłem usta w zawartości. Film się zaczął, tak samo jak moje myśli zaczęły szaleć. Widziałem dwójkę ludzi, którzy z niewiadomych mi przyczyn za sobą nie przepadali. Chłopak siedział po prawej stronie, a ona po lewej, byle jak najdalej od niego. Dziwiło mnie jednak to, że on nie potrafił skupić się na oglądaniu seansu, tylko musiał mierzyć ją wzrokiem, jakby chciał jej coś zrobić. Isabela... wciąż to imię obijało się echem w mojej głowie. Przecież dziewczynę o tym imieniu znałem w dzieciństwie i to ona była moją przyjaciółką. Ale czy naprawdę los by chciał, abym odzyskał kolejny świat? Zresztą, może to nie jest ona. Mimo tych łudząco podobnych oczu, takiego samego, pięknego uśmiechu... nie... to nie może być ona. To na pewno nie ona... A może? Wziąwszy ostatni łyk wody, odstawiłem szklankę do zlewu i zająłem miejsce w salonie, gdzieś po środku obu światów. Jej i jego...

                               
Obiecałem i jest... nowa tudzież stara postać. 
(o tym przekonacie się w przyszłych częściach)
A teraz... pozostaje mi się z Wami pożegnać
na miesiąc czasu, podczas którego będę
zbierać siły do pisania, zwiedzając i pracując we Włoszech...
Życzcie mi powodzenia!
Do nexta w listopadzie! :) /Liam
Theme by Violett